Awei ES-Q8i

Tak, wiem, pół roku przerwy… Trochę się poobijałem, ale też szukałem nowej tożsamości dla Zabrzmij, ale o tym później, bo tymczasem sporo się zmieniło. Słuchawkami z recenzji zainteresowała się nieco bardziej audiofilska część społeczności, Awei ukazało się w Polskiej sprzedaży, pokazują się opinie na forach. Myślę właśnie, czy by w związku z tym nie zrecenzować pewnych dwóch patałachów z czarnej listy, ale skupmy się na czymś bardziej pozytywnym.
Żarty o pogodzie i króliki zamiast bałwanów powoli się nudzą, w radiu leci audycja o tym, jak dzisiejsze święta to nie to, co kiedyś, a ja ten czas poświęcam pewnym filigranowym słuchaweczkom.  Zimno, znienawidzone słowo jest właściwe nie tylko w opisie atmosfery tegorocznej Wielkanocy, ale też barwy dźwięku Awejek, o których chciałbym dziś  pogadać. Nazywają się ES-q8i, z czego ostatnia literka zdaje się wzięła od zabawek Appla. Na kabelku wisi takie oto pudełeczko:

pilot zgodny z większością współczesnych smartfonów. Na kabelkach charakterystyczne zagniecenia

pilot zgodny z większością współczesnych smartfonów. Na kabelkach charakterystyczne zagniecenia

Można je ścisnąć i wtedy klika. Jeśli wtyczkę się ma w kompatybilnym telefonie, to zatrzymuje się w ten sposób muzykę i odbiera połączenie. Można wtedy powiedzieć „halo?” do tego punkciku na środku.   Wtyczka jest w standardzie CTIA, więc właściciele Nokii, starych Samsungów, Ericssonów lub LG musieliby dokupić przejściówkę, żeby słuchawki odtworzyły dźwięk bez zniekształceń.
W pudełku poza tym nuda – sześć gumek (takich se) i zobowiązująca żabka Awei. Tą ostatnią przypina się kabel do ubrania, żeby nie dyndał,  co w przypadku tej marki jest wręcz nieodzowne, bo ich ogony mają współczynnik łopotania dość irytujący. Ale tak nie jest z Q8i. Ten model dostał zupełnie skromny ogonek. Cienki i lichy, z rodzaju tych, co się supłają, acz ma też i swoistą wadę, którą poniekąd obrazuje zdjęcie u góry. Otóż jak go miętoszę w ręce, to mam wrażenie, że jest takim jakby cieniutkim rękawem pustym w środku. Co w nim przewodzi – nie wiem,  natomiast chyba nie ma tego za wiele. Od zginania robią się na nim takie zagniecenia, wyglądające na trwałe. Ale! Po raz pierwszy w Awei mamy tu gumowe zabezpieczenia w newralgicznych miejscach, a komfort noszenia takiej niteczki jest grzechu wart w porównaniu do tych ukochanych „nieplączących się” makaronów, które przecież nie są jakoś szczególnie wytrzymałe. No bo, no właśnie, ktoś mógłby zwrócić uwagę, że w tej cenie lepiej nie ma i to chyba prawda, ale ja nadal szukam chińskiego cudu, a nie polskiego standardu :)

Miniaturowe rozmiary świetnie sprawdzają się o każdej porze roku

Miniaturowe rozmiary świetnie sprawdzają się o każdej porze roku

Szczerze powiedziawszy nie musiałem wcale zaczynać od tego modelu. Wszak tego producenta stać na więcej pod względem dźwięku i wyposażenia, ale jednej ich cechy po prostu nie mogę przecenić – wygody. Kto próbował nosić któreś z polecanych doków zimą, ten wie, że to wcale nie takie proste. Czapka czy kaptur ciągle wyciągają mi je z uszu, co dotyczy wszystkich „długich” modeli Awei, nie mówiąc już o JBM. Q8i to jedyne tak malutkie słuchawki u mnie, że ledwo wystają i nie wypadają z ucha nawet w tych warunkach. Wagę mają zerową, kształt anatomiczny, a do tego są podobnej objętości do Epek, lub Mee M9. Brzmią jednak zupełnie innaczej. Poziom na moje ucho reprezentują nieco niższy od takich na przykład ES800M, ale ze wspomnianymi Mee mogą śmiało konkurować, bo mogą stanowić wyraźn Wysokie dźwięki w Awejkach rządzą i dzielą, przez co właścicielom Pentagramów i podobnych, zamulających odtwarzaczy mogą dać namiastkę zbalansowanego brzmienia. Na odtwarzaczach polecanych, załóżmy Clipie, góry jest dla mnie po prostu za dużo. Bez equalizera ogólnie proponuję do nich nie podchodzić, choć kto wie? Może posiadacze Nano średnich generacji właśnie w Q8i znajdą „to coś”. Ciekawi mnie opinia posiadaczy tych empeczwórek :)
wokal i bas są cofnięte i chudziutkie, więc dźwięki się nie zlewają, wręcz to wrażenie rozstawienia instrumentów jest spotęgowane. No, ale przez to te co mocniejsze grzmotnięcia są na mój gust zbyt nieśmiałe. Nasz bohater zdecydowanie lepiej spisuje się w reprodukcji tego, co subtelne i ulotne. Z podobnych słuchawek na pewno można wymienić tak zwane „typowe armatury” jak na przykład VASM, lub nauszniki o analitycznym usposobieniu jak Shure SRH240.

ta maleńka dziurka w aluminiowej obudowie zapobiega nieprzyjemnym trzaskom wgniatanej membrany

ta maleńka dziurka w aluminiowej obudowie zapobiega nieprzyjemnym trzaskom wgniatanej membrany

Headbeat, czyli sklep od którego dostałem egzemplarz do testów proponuje cztery dyszki za ten model. Jeśli ktoś ma ochotę na przygodę z chińskim sklepem, to wyniesie to go jakieś pięć dolarów. Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że to kasa wpakowana w dźwięk, a nie w złudzenia, jakie nam dają liczne droższe badziewia z Niemiec, Austrii i skądkolwiek jest Creative ;) Twardo jednak będę stał i nie polecę ich komuś, kto z nie zamierza się obchodzić z wyczuciem z nimi, bądź sobą targając za kabelki i słuchając dubstepu. Tym pierwszym polecam dołożyć jeszcze ze dwa razy tyle, a drugim poczekać na przyszłe recenzje Awei.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: