Mój własny wróg

W poszukiwaniu tanich i dobrych słuchawek jednym z ważniejszych czynników jest ciekawość. Czym nas zaskoczy nieznana firma, której nazwy często nie potrafimy poprawnie wymówić?

W przypadku niedrogiego azjatyckiego sprzętu jest to czystej krwi hazard. Trafienie na coś odpowiedniego, to bardziej mieszanka szczęścia oraz intuicji niż racjonalnego wyboru. Oferta takich firm jak Awei, JBM, Raxconn czy Xk-Dun pokazuje, że warto próbować, bo nagroda bywa warta świeczki.
Jednak nieco ponad trzy miesiące temu stanąłem przed nieco innym pytaniem – czy za względnie niedużą kwotę można kupić przyzwoite słuchawki małej legendy audio, której nazwa powraca po latach na rynek?

Ciekawość była duża, swoje dołożyła promocja zmniejszająca cenę z 21 na 17 dolarów i po dwóch tygodniach podróży przez świat dotarł do mnie egzemplarz Sansui Wer-023in.

Na pewno producent nie myślał o fanach gadżetów, bo prócz samych IEMów dostajemy po parze gumowych nakładek w rozmiarach L oraz M i… na tym koniec. Konkurencja w tej cenie dorzuca przynajmniej wkładki w najmniejszym rozmiarze, a często również etui na słuchawki czy chociaż żabkę chroniącą kabel od przesadnego latania w czasie poruszania się.
Choć mogło być zdecydowanie lepiej w kwestii wyposażenia, to jednak należy uczciwie przyznać, że to jedne z wygodniejszych gumek jakie miałem okazję wypróbować.

Same dokanałówki na żywo robią większe wrażenie niż na zdjęciach. Niestety niekoniecznie są to pozytywne emocje. Obudowa okazuje się na tyle duża, że szybko znika wrażenie pewnej elegancji związanej z użyciem drewna do ich budowy. Uczucie ich toporności będzie tym większe im mniejsza głowa osoby korzystającej. O dziwo potrafią wygodnie leżeć w uszach. Jest to zasługa projektantów, którzy unikali wszelkich kanciastych powierzchni oraz nieco wydłużyli tulejkę w porównaniu do tych, które zazwyczaj się widuje, dzięki czemu nie trzeba wpychać kołków do samych kanałów.

Do jakości wykonania również nie można mieć zastrzeżeń, gdyż wszystko jest ładnie spasowane, bez znaków klejenia czy niepewnie wyglądających elementów.
Kabel jest w kolorze białym i ma niesymetryczną budowę. Nie lubię tego rozwiązania, bo często z jednej strony głowy jest go za dużo, a z drugiej za mało. Do tego wisi ogromny splitter, który miał pewnie efektownie wyglądać gdy szaro-metaliczna farba na nim połyskuje, ale u mnie jedynie budzi obawy z której strony przewód szybciej się uszkodzi. Sam jack jest przyzwoity, bez żadnych udziwnień i powinien dobrze służyć przez długi czas.

A skoro nie ma co oglądać, to należy przejść do dźwięku. Jednak zanim to zrobię napiszę jaki dźwięk cenie w słuchawkach: lubię gdy grają dynamicznie, chłodno, oszczędnie z basem, szczegółowo oraz dają mi poczucie dużej przestrzeni wypełnianej przez muzykę. Jak w ten schemat wpisują się moje Sansui?
Na pewno nie można im odmówić szczegółowości. To zdecydowanie czołówka pod tym względem wśród tanich słuchawek które przesłuchałem. Wystarczy przymknąć oczy i poszukać dźwięków jakie nas interesują. Jeśli są właśnie grane, to je bez wysiłku znajdziemy.
Scena jest duża tak jak lubię? Niekoniecznie. Mamy tutaj raczej sprzęt dla zwolenników słuchania muzyki w niewielkich klubach, bo wszystko dzieje się blisko nas. Całe szczęście szerokość przestrzeni to nie wszystko, bo słuchawki potrafią przekazać również głębię muzyki, co w połączeniu z dobrą stereofonią daje nam wrażenie siedzenia w sercu wydarzeń, jednak bez natrętliwości jaka mnie męczyła np. w popularnych Brainwavz Alpha.
Czy grają jasno, dynamicznie? Oj nie, basu tu sporo, a góry jakby niedostatek. Dynamika? W fazie produkcji chyba był okres poświąteczny lub w fabryce panowała jesienna deprecha. Na Clipie+ często mam wrażenie, że te słuchawki przysypiają. Podpięcie ich pod sprzęt stacjonarny wyraźnie im pomaga, ale to chyba nie o to chodzi by do tanich dokanałówek nosić przenośny wzmacniacz jak dla wysokoomowych nauszników.

Nie grają najlepiej z ciepłych odtwarzaczy

No to skoro już się oddaliły od moich preferencji muzycznych, to powinny nadrobić punkty prezentując chłodne brzmienie. Powinny, ale tego nie robią. Pomimo wcześniej wspomnianej szczegółowości dają nam masę ciepła. Zamiast ostrych przejść pomiędzy tonami i klarowności dźwięków mamy budyń czekoladowy u babci.

Do tego można dorzucić lekkie zapiaszczenie dźwięku, jak to Marcin określił, gdy mi pisał dlaczego mu nie podchodzą, no i mamy niemal wzór słuchawek, które nie mają prawa mi się spodobać.

Ale chwilka… Skoro są tak złe, a przynajmniej nie w moim guście, to co robią wśród recenzji zamiast zająć mało zaszczytne miejsce na czarnej liście?Odpowiedź jest prosta – bo je uwielbiam :) Przez ostatnie trzy miesiące dzielnie walczyły z Audeo PFE112 o mój czas.

Wszystko co wyżej o nich napisałem, to prawda. Na całe szczęście muzyka, to nie tylko suche fakty i utarte schematy. Pewnie, Wer-023in są ciepłe, grające bardziej basem i tonami średnimi nie zbliżając się do neutralności, brakuje im dynamiki, a scena jest nieduża. Ale są tu słuchawki pełne sprzeczności, dzięki czemu nie można odmówić im charakteru.
Bo choć ciepłe i często ociężałe, to pełne szczegółów. Scenę posiadają niedużą, ale za to wspaniale wypełnioną tworząc bardzo intymny klimat w przekazie muzyki. Grają po ciemnej stronie mocy, ale jakoś tak naturalnie się to komponuje z resztą „wad”. A brak symetrycznego kabla jestem w stanie przeboleć.

Czasami można przeczytać, że jakieś słuchawki grają jak zza kotary, nieco podobnie jest z tymi Sansui. To jednak nie jest granie zza kotary, a spod pierzyny pod którą trafia również słuchacz. A z nią wiadomo jak bywa. Czasami po prostu nie chce się wychodzić na świat zewnętrzny, tylko zawinąć w kokon i zatonąć w ciepełku.

Czy są to więc IEMy, które bym polecił do 20 dolarów? Jeśli mam być szczery, to nie. Ich granie jest na tyle specyficzne i pełne sprzeczności, że bez wcześniejszego ich spróbowania można się mocno rozczarować. Dzięki nim wiem jednak jedno – nawet w świecie taniego audio największy wróg może stać się najlepszym przyjacielem.
Mi się opłaciło ryzyko o którym pisałem na początku, czas więc zagrać po raz kolejny w słuchawkową ruletkę licząc na następną muzyczną wygraną – zapraszam i was do wspólnej zabawy ;)

Inszy

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: